Strona główna » Projekty » Wystawy » Wa: Harmonia. Japoński design dziś » Więcej informacji » Sytuacja bieżąca i perspektywy młodych japońskich designerów

SYTUACJA BIEŻĄCA I PERSPEKTYWY MŁODYCH JAPOŃSKICH DESIGNERÓW

Sytuacja bieżąca i perspektywy młodych japońskich designerów
Shu Hagiwara

Młodzi projektanci dostrzegają potrzeby codziennego życia

W maju 2008 roku dwaj trzydziestokilkuletni japońscy projektanci siedzieli w przydrożnym sklepie Betokon Ramen, w małym miasteczku w prefekturze Okayama. Rozmawiali, jedząc ramen (japoński rosół z makaronem). Makaron piekł ich w usta, ponieważ był przyprawiony czosnkiem i ostrą papryką. Przechodzący obok mieszkaniec miasteczka zagadnął ich i wyjaśnił, że nazwa sklepu „Betokon” jest zjaponizowanym skrótem angielskich słów „best condition” (warunki optymalne). Rozmowa projektantów dotyczyła wizyty jednego z nich na sławnych międzynarodowych targach meblowych Salone del Mobile w Mediolanie, we Włoszech. „Byłem tam pierwszy raz – opowiadał – i zaskoczyła mnie liczba Japończyków prezentujących swoje produkty, czy też po prostu zwiedzających wystawę”.
To prawda, w ostatnich latach rośnie udział Japończyków w mediolańskich targach. Są oni w ogóle głęboko przekonani, że Europa jest centrum światowego designu. Ten młody projektant był niezwykle zdziwiony komercyjną atmosferą tragów i nastawieniem na szybką sprzedaż. Sam patrzył na to zagadnienie bardziej racjonalnie. „Gdybym to ja wystawiał swoje projekty w Mediolanie – zadumał się – chciałbym, aby interesowano się nimi jak najdłużej, a nie tylko podczas jednej wystawy”. Szerzej można powiedzieć, że chciał on, aby na świecie zrozumiano, że w Japonii są projektanci i producenci, którzy stoją twardo na ziemi i tworzą solidne produkty. „Mnie natomiast – odpowiedział drugi projektant – bardziej niż zajmowanie się rozpowszechnianiem japońskiego designu za granicą, interesuje moje najbliższe otoczenie, jemu chciałbym się uważniej przyjrzeć. Myślę, że jeśli chodzi o japoński rynek designu, wciąż istnieje wiele możliwości rozwoju”.
Obaj projektanci przyjechali do prefektury Okayama (lot samolotem z Tokio trwa zaledwie godzinę), ponieważ współpracowali z producentem tekstyliów z miasta Kurashiki. Odpowiadała im ta współpraca, bo odkąd się zaczęła, ich produkty znacznie zyskały na jakości dzięki wykorzystaniu ogromnych zasobów firmy, a relacja, jaka wytworzyła się pomiędzy nimi a dyrektorem firmy oparta była na wzajemnym zaufaniu. Zamierzali ją więc długo kontynuować.
Rząd japoński przyznaje firmom regionalnym specjalne granty, mające na celu promowanie przemysłów lokalnych. Zapraszają one do siebie designerów z Tokio lub innych dużych ośrodków. Często wizyta taka nie przynosi oczekiwanych efektów, kończąc się na wzajemnej prezentacji. Jednak są też pozytywne przykłady. Do takich należy przypadek naszych znajomych projektantów. Ich spotkanie z regionalnym producentem tekstyliów zostało zainicjowane dzięki funduszom z projektu rządowego, a gdy pieniądze się skończyły, obie strony zgodnie szukały dalszych możliwości współpracy. Wiosną 2008 roku wprowadziły na rynek nową markę, którą zaprezentowano w nowo otwartym sklepie w Kurashiki. Interes dopiero się rozwija, więc minie zapewne jeszcze trochę czasu, zanim cały projekt będzie ekonomicznie opłacalny. Cokolwiek się jednak wydarzy, ważne jest, że niewielki regionalny producent znalazł nowe perspektywy, zrozumiał, że jego szansą jest sojusz z projektantami. Razem postawili na produkty, które będą czerpać z tradycji, a jednocześnie będą miały wartość społeczną. Mniejszą zaś wagę przykładają do krótkoterminowych korzyści.
Kurashiki to niewielkie miasto, atrakcyjne dla turystów dzięki zabytkowym dzielnicom, w których pozostały budowle jeszcze z epoki Edo (1603-1868). Niestety małe sklepiki w wąskich uliczkach starego miasta tracą klientów, którzy wolą robić zakupy w centrach handlowych na obrzeżach, przy drogach wyjazdowych. Tendencja taka dominuje w całej Japonii. Pustoszenie starych centrów miast staje się poważnym problemem. W Kurashiki są jednak młodzi ludzie, którzy starają się temu zapobiec. Otwierają nowe sklepy, organizują wydarzenia skupione wokół lokalnej sztuki ludowej, wydają prasę promującą region. Chcą promować produkty rdzennych mieszkańców, niemające nic wspólnego z typową turystyczną masówką. Bo Kurashiki to silny ośrodek rzemiosła ludowego Mingei.
Mingei, skrót od minshuteki kogei (sztuka i rękodzieło ludowe), jest słowem wymyślonym przez Muneyoshi (Soetsu) Yanagi (1889-1961) w 1920 roku. Używał on tego określenia w odniesieniu do rzeczy codziennego użytku, które łączą walory estetyczne i solidne wykonanie, w przeciwieństwie do wyrobów artystycznych lub wyrobów rękodzielniczych, których głównym przeznaczeniem jest kontemplacja ich piękna, a nie funkcje praktyczne. Mingei jest jednym z najważniejszych prądów, jakie ukształtowały współczesny japoński design i wywarły wpływ na wielu dzisiejszych projektantów. Nie bez znaczenia jest też fakt, że urodzony w 1915 roku Sori Yanagi, syn Muneyoshi, stał się pionierem japońskiego wzornictwa przemysłowego. Oto zatem Mingei ponownie przyciąga uwagę w XXI wieku. Młodzi, trzydziesto- i czterdziestoletni projektanci wykazują wielkie zainteresowanie tradycyjnymi sztukami rzemiosła i próbują lepiej je zrozumieć, poszukując istoty Mingei, a nie samego tylko stylu, dzięki czemu tradycja ta będzie mogła być przekazywana kolejnym pokoleniom.

Japoński design zmienia kierunek

W latach 90. japońskie wzornictwo przemysłowe zostało zmuszone do pójścia nowym torem. Od czasów wielkiego boomu ekonomicznego w latach 70. rynek był zalewany nowymi produktami przemysłowymi. Tradycyjne rzemiosło zaczęło stopniowo zanikać, natomiast producenci, którzy dążyli do uprzemysłowienia swych branż, prosperowali coraz lepiej. W latach 80. firmy usiłowały stosować design, który wyróżniałby je od konkurencji. Był więc krzykliwy i rzucający się w oczy, bo jego celem miało być przyciągnięcie uwagi potencjalnego konsumenta i, co za tym idzie, zwiększenie zysków. Do Japonii zapraszano również wielu zagranicznych projektantów. Ogólnie rzecz biorąc, był to czas świetności komercyjnego designu. Na początku lat 90. nastąpił jednak kryzys ekonomiczny, wielkie korporacje masowo bankrutowały. Ludzie zdali sobie sprawę, że wiara w stale rosnące zyski była złudzeniem. Istniejące w większości firm działy designerskie zamykano lub przyłączano do większych jednostek handlowych. Bardziej popularnym rozwiązaniem stało się zlecanie pracy projektantom zewnętrznym. Dlatego wielu młodych projektantów odchodziło z korporacji i pracowało jako wolni strzelce.
To właśnie w czasach recesji zwiększyła się w Japonii liczba niezależnych projektantów przemysłowych. Okres ten znany jest jako „zamrożenie etatów” (ang. „ice age of employment”). Wielu projektantów przedkładało niezależność nad pracę etatową. Inni, dotknięci kryzysem, zaczęli rozszerzać działalność i, oprócz projektowania przedmiotów użytkowych, zajęli się grafiką i projektowaniem wnętrz. Cała ta sytuacja kazała wszystkim zainteresowanym spojrzeć na design z szerszej perspektywy i wymusiła zatarcie granic pomiędzy całkowicie rozłącznymi dotychczas dziedzinami. Jednocześnie pojawiało się coraz więcej projektantów, którzy mieli odwagę podjąć ryzyko produkcji i sprzedaży własnych produktów. Dzięki tej tendencji większa liczba projektów inspirowana była najbliższym otoczeniem designera.
Równocześnie w całej Japonii ludzie zaczęli patrzeć krytycznie na domy, w których mieszkali oraz na swój styl życia. Coraz popularniejsze stawały się pojęcia typu „design uniwersalny”, zaczęto odchodzić od tanich sposobów produkcji, uwzględniających jedynie czynniki ekonomiczne.
W latach 1993-2004 zorganizowałem lub współorganizowałem ponad 300 większych i małych wystaw produktów codziennego użytku w Centrum OZON (Living Design Center OZON). Współpracowałem z ponad 100 projektantami. Przekonałem się, że dobrzy projektanci mają silne osobowości i pozostają wierni swoim zasadom. Są wrażliwi na zmiany, lecz niełatwo zmieniają poglądy. Charakteryzuje ich zarówno elastyczne myślenie, jak i wielka konsekwencja.
Dziś największą czynną zawodowo grupę projektantów stanowią ludzie, którzy urodzili się w latach 60. i 70. Mają więc trzydzieści lub czterdzieści parę lat. Ci starsi, urodzeni w latach 60., wchodzili do zawodu w latach 80. Nie mieli problemów ze znalezieniem pracy, zdobywali doświadczenie pod okiem seniorów. Jednak kiedy dobiegali trzydziestki, stanęli oko w oko z kryzysem. Odeszli z wielkich korporacji i postawili na oryginalność. To im zawdzięczamy przedmioty codziennego użytku, które są raczej solidnymi i praktycznymi produktami niż dziełami sztuki. Tymczasem projektanci urodzeni w latach 70. już na zawodowym starcie musieli skonfrontować się z podupadającą gospodarką i brakiem miejsc na rynku pracy. Cechy tego pokolenia to wyczulenie na problem zagrożenia środowiska oraz bycie na bieżąco z nowymi technologiami, jako że dorastało w dobie ekspansji komputerów i Internetu. Przedkładają koto (wydarzenia lub czynności) nad mono (rzeczy materialne). Obie grupy chętnie tworzą oparte na zaufaniu sieci znajomości oraz współpracują z małymi i średnimi przedsiębiorstwami rozlokowanymi z dala od wielkich miast.

Młodzi projektanci sięgają do korzeni

W ostatniej dekadzie japońskie media, zarówno branżowe, ściśle związane z designem, jak i te o tematyce ogólnej, często poruszają kwestie wzornictwa. Niektórzy twierdzą nawet, że designerski boom dopiero nadchodzi. Duże korporacje coraz częściej zatrudniają młodych projektantów. Coraz więcej japońskich projektantów pracuje dla zachodnich firm. Często wyjeżdżają, by pracować w swej branży za granicą. Jednocześnie jednak wielu projektantów boryka się z problemami finansowymi. Nie można więc ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że obecna sytuacja na japońskim rynku designu jest rzeczywiście dobra. Z drugiej jednak strony trzeba przyznać, że młodzi coraz częściej dostrzegają i doceniają potencjał tradycji. Odwiedzają odległe zakątki kraju i nawiązują współ-pracę z miejscowymi rzemieślnikami lub manufakturami. Wprowadzają stare motywy do wzornictwa współczesnego. Tworzą produkty oryginalne, dostosowane do japońskiego stylu życia, nieimitujące wzorców zachodnich. To dobrze rokująca tendencja. Można ją nazwać „nowe Mingei”.
Moim zdaniem dokładnie w tym kierunku powinien iść japoński design, aby osiągnąć „warunki optymalne”.